Nestle, Nesquik (100 g)

Nesquik w formie tabliczki? Yes, please! Choć obecnie na dźwięk tego słowa myślę raczej o czekoladowych płatkach-kuleczkach marki Nestle, z pierwotnym produktem – kakao – łączy mnie całkiem niezły kawałek historii. W dzieciństwie kupowaliśmy ten niezbyt dietetyczny proszek w dużych, żóltych, plastikowych kartonach z czerwonymi pokrywkami. Jestem pewna, że producent dodawał do nich jakąś maskotkę, ale tu w mojej głowie rozciąga się czarna dziura. Ponadto wcale nie pamiętam spożywania kakao, jedynie te plastikowe pojemniki. Być może rodzice lubili mnie dręczyć i kupowali same opakowania. Albo jak zrobiłam coś złego, wyjmowali kakao z najwyższej szafki i kazali patrzeć, jak wsypują słodki proszek wprost do czeluści toalety. Brrr. Biorąc pod uwagę fakt, iż człowiek posiada zdolność wypierania traumy, śmiem podejrzewać, że właśnie tak było. Dzisiejszy produkt na szczęście z żadnymi złymi przeżyciami związany nie jest. Otrzymałam go od Mileny z czekosfery wraz z kilkoma suszkami Dr. Oetkera. W pierwszej chwili sądziłam, że tabliczka przyszła połamana, ale w rzeczywistości była tylko budyniowata od późnowiosennej temperatury. Na tę dolegliwość pomogła lodówka i kilkugodzinne, a potem kilkudniowe leżakowanie.

Nestle, Nesquik (100 g) (1) Kontynuuj czytanie “Nestle, Nesquik (100 g)” »

OKF, Aloe Vera King Natural Lychee

Nie ma lepszej rekomendacji dla produktu, niż otrzymanie jego połowy wraz z informacją, że jest ohydny. Aż chce się przyspieszyć degustację i jak najprędzej odkryć ten cudowny smak… Niestety, właśnie w taki sposób w moim domu pojawił się aloesowy Aloe Vera King, który nie dość, że jest napojem – a więc sama nigdy bym go nie kupiła – to jeszcze został wzbogacony o liczi, których nie lubię. Ach, byłabym zapomniała: napój ów nie był jednolity i wodnisty, ale przepełniony podejrzanymi glutkami. Otrzymałam go od siostry, do kompletu z najdziwniejszymi chipsami świata, algowymi Roasted Seaweed Snack.

OKF, Aloe Vera King Natural Lychee (1) Kontynuuj czytanie “OKF, Aloe Vera King Natural Lychee” »

Lindt, Mocca

Pod koniec czerwca tego roku, kiedy młodzież świętowała uzyskanie promocji do następnej klasy (jak ja nie lubię określenia promocja użytego w niniejszym kontekście!), studenci zdanie egzaminów i zaliczenie kolejnego semestru, dorośli planowali wakacyjne wyjazdy lub dopinali wszystko na ostatni guzik, a staruszkowie kończyli pielić grządki na swoich działkach, ja ze zmarszczonym czołem przeglądałam listę słodyczy i zastanawiałam się, co warto znieść do piwnicy mamy, co z niej zabrać, a co zjeść od razu. O ile jednak podobne myśli towarzyszą mi każdego miesiąca i są spokojne – cóż to takiego pójść do piwnicy i coś z niej wyciągnąć? – o tyle czerwcowe spokojne być nie mogły. W połowie lipca miał się zacząć remont, a ja musiałam sprytnie wszystko rozplanować, żeby po powrocie nie zastać miliona przeterminowańców. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że w okresie wakacyjnym termin ważności kończyło mniej więcej dziesięć słodyczy, które spokojnie dało się zjeść w pierwszej połowie lipca, jeszcze przed opuszczeniem domu. Wśród słodkości tych znalazły się aż dwa Lindty, z których jeden pojawi się w czasie bliżej nieokreślonym, drugiego zaś prezentuję dziś – półtora tygodnia po zakończeniu remontu.

Lindt, Mocca (1) Kontynuuj czytanie “Lindt, Mocca” »

Bahlsen, Hit o smaku orzechowym

Powoli dochodzimy do końca serii Hitów. Po zaprezentowaniu smaku kokosowego, borówkowo-białoczekoladowego, karmelowo-brownie, creme brulee, czekoladowego, a także dwóch wariantów Sticks: karmelowego i czekoladowego, oraz pierwszej wersji dodatku Twist, mianowicie Black & White, pozostały nam już tylko markizy orzechowe, waniliowe i klasyczne Twist. Ach, i oczywiście nowość wzorowana na mleczku skondensowanym, ale to już nieco odleglejsza perspektywa (data ważności pozwala zwlekać do stycznia). Publikacja dzisiejszej recenzji też nie nastąpiłaby tak szybko, gdyby nie Biedronka i jej cudowne oferty. Pewnego razu bowiem dyskont wprowadził dwupaki Hitów, w których znalazły się niejedzone od lat (!) smaki: orzechowy i waniliowy. Taniej, dwa w jednym, szybsze uporanie się z serią recenzji… długo przekonywać samej siebie nie musiałam. Klamka zapadła, Hit został rzucony.

Bahlsen, Hit o smaku orzechowym (2) Kontynuuj czytanie “Bahlsen, Hit o smaku orzechowym” »

Ballino, Sorbet czerwone owoce

Rożki? Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona forma loda. Mało jest w nich tego, na czym mi zależy: loda, dużo zaś tego, co zapycha: wafla. Jeśli po nie sięgam, zazwyczaj po prostu jestem głodna i mam ochotę zawiesić na czymś ząb, ale temperatura za oknem zniechęca do złapania za batona lub paczkę ciastek. Najczęściej wybieram opcję na patyku, potem w kubeczku. Lodów wodnych wyciskanych – pałeczek i im podobnych – nie kupuję nigdy. Co zatem skłoniło mnie do upolowania dzisiejszego bohatera? Nowość i sezonowość. Dwa nieznane dotąd smaki rożków Ballino pojawiły się w Lidlu pod koniec zeszłego roku. Były przez tydzień, ale ludzie szybko je wykupili. Pełna stresu, że to tylko chwilowa atrakcja, sama nabrałam ich jak szalona. Trzy sztuki sorbetowych – chociaż sorbetów wcale nie lubię! – i sześć pistacjowych (ledwo się powstrzymałam przed wzięciem większej liczby). Bardzo mądrze, Olgo, bardzo mądrze. Szczególnie że w tym roku weszły do stałej oferty, więc gdybym cierpliwie poczekała, mogłabym je zjeść na świeżo, a nie takie zleżałe. Któż mógł jednak wiedzieć? Czasem udaje mi się powstrzymać, nie kupię, a potem produkt znika i nie mam już szansy go spróbować (patrz: Princessa Chrupka). Z drugiej strony, skoro mam je gdzie trzymać i w niczym mi to nie przeszkadza, niczego nie tracę. (Ewentualnie twarz, jak niosę milion lodów do kasy).

Ballino, Sorbet czerwone owoce (2) Kontynuuj czytanie “Ballino, Sorbet czerwone owoce” »

Bahlsen, Hit Twist Black & White

Hity z twardym herbatnikiem? Na dodatek czarno-białe, jak Oreo? Czemu nie! Amerykańskie markizy nie mają monopolu ani na monochromatyczną kolorystykę, ani na mleczny krem. Zresztą zwykłe Oreo są średnią atrakcją. Tysiące zagranicznych wariantów i smaki nie z tej ziemi może robią wrażenie, ale klasyczne ciastka są dobre tylko z herbatą, kiedy się rozpuszczą i zalepią usta. Chrupane na sucho odkrywają przed konsumentem bezsmakowy, za to diabelsko cukrowy krem oraz herbatnik, który może i jest godny uwagi, ale bez odpowiedniego kremu nie trafia do serca. Przynajmniej nie do mojego, bo w kwestii pozostałej części populacji nie zamierzam się wypowiadać. I tak za wstęp zapewne nieźle mi się od paru osób oberwie. Wróćmy jednak do Hitów. Duże i krakersowe zna prawie każdy, ale mała wersja Twist wciąż jest względnie nowa. Czy równie dobra? Sprawdziłam to, w pierwszej kolejności sięgając po Black & White właśnie.

Bahlsen, Hit Twist Black and White (1) Kontynuuj czytanie “Bahlsen, Hit Twist Black & White” »

10 gier, które zmieniły moje życie #2

Pora na drugą – i zarazem ostatnią – część wpisu o lekko podkoloryzowanym tytule 10 gier, które zmieniły moje życie. Planowałam opublikować ją tuż po pierwszej, jak robię to zawsze, jednak na drodze stanęły mi koniec remontu, powrót do domu i cztery dni sprzątania od rana do nocy, w związku z którymi moje paznokcie zostały zdarte do granicy bólu, a niektóre częściowo oderwały się od mięsa. Krwawa sytuacja, nic przyjemnego. Podejrzewam, że nawet masochiści nie są na tyle szaleni, żeby doprowadzać własne dłonie do takiego stanu. Minął jednak najgorszy tydzień, prochy i pyły latające po mieszkaniu udało się opanować, a przede mną same zakupy. Meblowe, wykończeniowe, drobiazgowe. Krótko mówiąc: upierdliwe. Jak byłam młodsza, wybieranie szafek sprawiało mi radość, teraz jednak nie mogę kierować się jedynie wyglądem, ale także objętością, wielkością, ceną, dowozem, montażem… szkoda gadać. Za to w międzyczasie udało się wygospodarować chwilę, w której stworzyłam niniejszą część wpisu, a także dodałam recenzje na kolejny tydzień. Oto bowiem dotarłam do momentu, w którym mam tysiąc tekstów napisanych na brudno, ale żadnych gotowych. Nie wiem, co dalej będzie i jak pogodzę życie z blogiem, lecz bądźmy dobrej myśli.

Wiem, że na tę część czekało parę osób, w poprzedniej powstrzymując się od napisania pełnego komentarza. Sądziły one, że zdradzą za dużo i uprzedzą coś, co zaplanowałam na dziś. Niestety, muszę te osoby rozczarować. O ile ostatnim razem zaprezentowałam gry szeroko znane – przynajmniej część z nich – dziś postawiłam na niszowość. A może tak mi się tylko zdaje…? Kontynuuj czytanie “10 gier, które zmieniły moje życie #2” »