Madison, Coated Wafer with peanut filling

Jak wspomniałam w recenzji Peanut Wafer with milk chocoate, w Kauflandzie do koszyka zapakowałam dwa różne wafelki. Oba wyszły spod skrzydeł marketowej marki Madison, oba też posiadały krem o smaku fistaszkowym. Pierwszy powstał na podobieństwo Grześków, Princess, Prince Polo i tak dalej, drugi Góralków i im podobnych. W obu przypadkach waga została obniżona do ok. 40 g – dla pierwszego wafla do równych czterdziestu, dla drugiego trzydziestu ośmiu – co tym bardziej przekonało mnie do zakupu. Dodatkowymi plusami były: cena (69 gr/sztuka, coś pięknego!), spontaniczność wyboru, zwykłość produktu – albo nawet bezczelna plebejskość – powiew świeżości dla bloga.

Madison, Coated Wafer with peanut filling (2) Kontynuuj czytanie “Madison, Coated Wafer with peanut filling” »

Madison, Peanut Wafer with milk chocolate

Jeśli weszliście dziś na bloga i pomyśleliście: o, kolejny produkt, którego Olga nie kupiła sobie sama… myliliście się. Wafla nie tylko kupiłam ja, ale był on skutkiem przemyślanej w miarę przemyślanej decyzji. Kiedy na czas remontu wprowadziłam się do przyjaciół i odkryłam, że jednak dam radę robić tam zdjęcia i przygotowywać teksty do publikacji, uznałam, że to dobry czas na zakupy zgodne z własnym gustem i tym, co podpowiada mi serce. Okazja nadarzyła się szybko, podczas wyprawy po nowe książki do biura dlaLejdis. W drodze powrotnej zahaczyłam o Magnolię i Tesco, gdzie nie znalazłam niczego ciekawego, i dlatego zawędrowałam do położonego nieopodal Kauflandu. Głównym obiektem moich poszukiwań były dwa smaki milkowych Wafelini, których w markecie niestety nie było, więc w ramach rekompensaty za wędrowną utratę kalorii wybrałam dwa inne wafle. Proste, plebejskie, monosmakowe, marki markowej. Fistaszkowe, bo bardzo chciałam sprawdzić, czy znajdujący się w nich krem o smaku orzechów ziemnych będzie miał coś wspólnego z masłem orzechowym. Dawno nie byłam tak dumna z zakupu!

Madison, Peanut Wafer with milk chocolate (2) Kontynuuj czytanie “Madison, Peanut Wafer with milk chocolate” »

First Nice, ArcyOrzech

Lubię czekolady z Lidla i lubię masło orzechowe. Kierowana takimi upodobaniami, nie mogłam nie skusić się na nowość oferowaną przez niemiecki dyskont – batona OrcyOrzech – nawet jeśli wiedziałam, że w przeciwieństwie do Ballaromu i J. D. Grossa, Favorina i First Nice potrafią zasypać konsumenta cukrem. Mojej uwadze nie uszedł również fakt, że nadzienie arachidowe to trochę inny twór niż uwielbiany przez rzesze ludzi peanut butter. Na szczęście ryzyko nie było wielkie. Niska cena, niewielki rozmiar, w razie rozczarowania żadna strata. No i najważniejsze: nawet gdyby batonik był przeciętny, i tak pobiłby zarówno Mocno Orzechowego z Wawelu, jak i jego tabliczkową odpowiedniczkę Peanut Butter.

first-nice-arcyorzech-2 Kontynuuj czytanie “First Nice, ArcyOrzech” »

Lindt, EXCELLENCE Dark Roasted Sesame

Przez wiele lat wychodziłam z założenia, że czekolada Lindta to czekolada bardzo dobra, wręcz wybitna. Założenie owo niestety nie zawsze się sprawdzało, co z przykrością zauważyłam podczas degustacji tabliczek Chocolate Cake, Hazelnut de Luxe, Pistache i Irish Cream (o czystych ciemnych wolę nawet nie pisać, szczególnie o 90% cocoa, która prześladuje mnie po nocach). Inne tabliczki z kolei – Creme Brulee i Refreshing Coconut – mimo iż były pyszne, posiadały wyraźne niedoskonałości, związane przede wszystkim ze zbyt wysoką słodyczą. Podczas blogowej przygody z marką na wyróżnienie zasłużyła jedynie Mocca, ale i jej nie kupię ponownie przez kilka kolejnych lat. Blisko były także batoniki Hello oraz 100-gramowa Whisky. Wyjątki te nie oznaczają jednak, że wstępne założenie nie może i nie powinno ulec zmianie. Dziś więc, po różnych doświadczeniach z produktami Lindta, uważam, iż jedyną czekoladą, która jest godna miana wzorca czekolady, jest wersja czysto mleczna. Tabliczkowa, czekoladkowa, batonowa, figurkowa – forma nie ma znaczenia. Tylko do niej nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Jest idealna.

Lindt, EXCELLENCE Dark Roasted Sesame (1) Kontynuuj czytanie “Lindt, EXCELLENCE Dark Roasted Sesame” »

Ciuszkowe DIY

Raz na jakiś czas budzi się we mnie wewnętrzny artysta. Najczęściej tworzę opowiadania, czasem wyklejam kolaże. W przeszłości pisałam wiersze i próbowałam rysować, ale nic dobrego z tego nie wyszło. Ani dla mnie, ani dla świata. Bywają również chwile, w których nachodzi mnie chęć zrobienia czegoś z niczego – przedmiotów, które wymagają umiejętności manualnych i dużych pokładów cierpliwości. Naoglądam się obrazków w grafice Google lub przepuszczonych przez tysiąc filtrów zdjęć na tumblr i od razu myślę, że zmieniłam się w architekta, projektanta wnętrz, krawca, rzeźbiarza, i w ogóle posiadłam wszystkie twórcze umiejętności. Niestety, to tak nie działa. Jeśli nie ma się talentu, to się go po prostu nie ma. Podobnie z cierpliwością. Jestem nerwową osobą, więc choćbym nie wiem jak się starała, nigdy nie ustawię wieży z kart.

Przytrafiają się jednak wyjątkowe momenty, w których czuję, że może się udać. Jeśli tylko wybiorę obiekt dostosowany do moich możliwości twórczych, jest szansa, że go wykonam. Prosty wzór, kilka składników, nic trudnego do zdobycia lub nadmiernie kosztownego. Im oryginalniejsza rzecz, tym efekt bardziej cieszy. Weźmy na przykład takie ciuszki. Cóż jest nam potrzebne? Odwiedziny w lumpeksie, ołówek, nożyczki i ewentualnie igła z nicią. Zabawa tania, a przyjemna i efektowna. Sama próbowałam trzy razy. Dopiero, bo zamierzam więcej. Jednej rzeczy nie noszę, ale z dwóch jestem bardzo zadowolona. Na wszelki wypadek dziś prezentuję wszystkie, bo może zainspirują was do własnych materiałowych wycinanek.

ciuszki-diy-4 Kontynuuj czytanie “Ciuszkowe DIY” »

Bombus Natural Energy, Raw Energy Maracuja & Coconut

Od recenzji batona Raw Energy Cocoa & Cocoa Beans minęły dwa tygodnie, czas więc przedstawić kolejny wariant 50-gramowej, dostępnej w polskich sklepach surowizny marki Bombus Natural Energy: Maracuja & Coconut. Gdybym miała wybierać według własnego uznania i aktualnej ochoty, pewnie sięgnęłabym po inny smak, najchętniej któryś z linii Raw Protein. Powodem zjedzenia duetu egzotycznych owoców była jednak… nie, w zasadzie to powody były dwa. Pierwszy wiąże się ze zrodzoną w dniu otrzymania paczki myślą, że lepiej będzie zaprezentować całą jedną serię, zanim zacznę przygodę z drugą. Kolejnym powodem – dużo nowszym – była recenzja Beaty, w której autorka napisała o sprzecznych opiniach na temat batona. Żeby móc zabrać głos w dyskusji, otworzyłam słodycza już kolejnego wieczora.

bombus-natural-energy-raw-energy-maracuja-and-coconut-3 Kontynuuj czytanie “Bombus Natural Energy, Raw Energy Maracuja & Coconut” »

Tastino, Rico ranki 5 zbóż z orzechami

W czasie pobytu u przyjaciół zdarzył się weekend, w który miałam zostać sama. Ponieważ pogoda była piękna, a praca nie trzymała moich gospodarzy w domu, postanowili wybrać się nad morze. Tuż przed wyjazdem poszliśmy do Lidla, by kupić niezbędnik podróżnika – bułki, wodę, soki, no i oczywiście coś słodkiego. W kwestii ostatniego produktu wybór padł na ciastka, łatwo bowiem je przewieźć, nie zajmują dużo miejsca, a także nie grożą rozpłynięciem się w temperaturze przekraczającej trzydzieści stopni. W kartonie było sześć małych paczek po cztery herbatniki (50 g), z których jedna dostała się mnie, tak w ramach sympatii lub przekupstwa, żebym z zazdrości nie puściła mieszkania z dymem. Z racji tego zaś, że we własnym domu czekał na mnie cały karton Rico ranków kakaowych, z podarku ucieszyłam się podwójnie.

Tastino, Rico ranki 5 zboz z orzechami (1) Kontynuuj czytanie “Tastino, Rico ranki 5 zbóż z orzechami” »