Przegląd elektronicznej makulatury codziennej

Jedni z pogardą mówią śmieci, niechciane i niepotrzebne wiadomości elektroniczne, spam, ja z czułością szepczę Spersonalizowana Poczta zAłączana Mailowo. Co więcej, nie krzywię się, kiedy wchodzę rano na skrzynkę i widzę dwieście nowych ofert. Nie zaznaczam wszystkiego jak leci i nie kasuję. Nie wściekam się bezsensownie na cały świat i nie narzekam, że znowu jakieś p#@)*#!^$e g*^$o mi przysłali. Nie. Cieszę się z każdej najdrobniejszej wiadomości, ponieważ wiem, że Internet mnie zna i kocha. Nie stosuję wobec niego nieuczciwych zagrywek typu antyspamy, AdBlocki, Avasty i takie-takie. Daję mu się poznać od deski do deski i klikam we wszystko, co mi podpowie. Jeśli strona wyświetli komunikat, że właśnie złapałam wirusa i muszę zapłacić 1000 zł, żeby laptop się nie zablokował, po prostu wchodzę na konto bankowe i dokonuję przelewu. Jeśli portal prosi mnie o wypełnienie ankiety, która zajmie tylko godzinkę, rozsiadam się wygodniej w fotelu i klikam tak. Za całą moją dobroć i życzliwość Internet odpłaca mi taką samą dobrocią, personalizując moją pocztę. W niniejszym wpisie pokazałam tylko jej maleńką część, abyście na własne oczy przekonali się, że nie warto blokować reklam, za to warto czytać niechciane i pozornie przypadkowe maile. Kontynuuj czytanie “Przegląd elektronicznej makulatury codziennej” »

Ursi, Mon Dessert Double: Choc, Nut, Caramel, Coffee

Kiedy normalny człowiek ma wolne, odpoczywa przed telewizorem, gra z rodziną w gry planszowe, idzie na spacer lub na piwo ze znajomymi. Tak przynajmniej zakładam. Kiedy ja mam trochę wolnego czasu, poświęcam go objazdówkom po sklepach. Robię je rzadko, bo lubię kupić raz a porządnie, ale kiedy już się do nich zabieram, muszę wykorzystać każdą sekundę. Przez tydzień planuję, gdzie pojadę, czego będę szukać i ile mi to zajmie. Wyznaczam trasy na internetowych mapach, dodaję godziny, spisuję listy. Dzień przed wyprawą odczuwam radosne podniecenie i już nie mogę się doczekać poranka. Rankiem zaś, a raczej po 12:00, biorę dużą torbę, telefon, portfel, mp3 i książkę, po czym wyruszam w nieznane.

Celem jednej z ostatnich wypraw było Netto, gdzie parę miesięcy temu odkryłam pyszne śmietankowe kaszki o przyjemnej, nieszkodliwej dla bioder kaloryczności (recenzji nie będzie, ale polecam sprawdzić na własną rękę). Wysiadając na odpowiednim przystanku, zobaczyłam halę targową (inną od Hali Targowej na Piasku, o której dotąd pisałam). Jak mogłam zapomnieć, że tam stoi?! To przecież właśnie w niej, na stoisku z niemieckimi słodyczami, dorwałam jeden z dwóch pierwszych zestawów miniaturek Ritter Sport. Przeszłam przez pasy, odnalazłam stoisko, które – jak zdradziła młoda sprzedawczyni – wkrótce miało zostać zamknięte, i przyjrzałam się asortymentowi. Rittera z nachosami niestety nie było, orzechowych Loffel Ei Milki też nie. Pojawił się za to Ritter z orzechami i ciasteczkami, który dotąd był dostępny wyłącznie w miniaturce. A że bardzo mi ona smakowała, wzięłam 100-gramówkę. Po wyjściu z hali udałam się do Netto w wiadomym celu, na końcu zaś, ponieważ miałam jeszcze trochę czasu, postanowiłam wstąpić do Aldi, bo market zobaczyłam z okna tramwaju, a nigdy w nim nie byłam. Tam znalazłam dzisiejszych bohaterów (i nie tylko, ale o tym przekonacie się w połowie czerwca).

Ursi, Mon Desser Double Choc (1) Kontynuuj czytanie “Ursi, Mon Dessert Double: Choc, Nut, Caramel, Coffee” »

Ambiente, Speculoos Blanc

Speculoos jest jedną ze słodyczowych pozycji, o których marzę. Ciasteczka, kremy, lody… nieważne, przygarnęłabym wszystkie. Ignoruję przy tym fakt, że na polskim rynku jest cała masa innych ciastek korzennych, jak również nie zważam na to, że kremami nie miałabym czego smarować. Reklama dźwignią handlu – tak się mówi i taka jest prawda. Poddałam się marketingowi jak dziewica kapłanom na okultystycznym ołtarzu i nie ma dla mnie nadziei. Jeśli pewnego dnia wypatrzę w sklepie stacjonarnym jakiś produkt marki Lotus, albo inny – wzbogacony o produkt marki Lotus, niech drży mój portfel*.

* Za informację o pierwszym – klasycznych ciasteczkach – już mogę podziękować Ajszy. Dziękuję!

Ambiente, Speculoos Blanc (1) Kontynuuj czytanie “Ambiente, Speculoos Blanc” »

Zotter, Pistazien

Na koniec trzydniowej przygody z Zotterami wybrałam tabliczkę, która zagościła w moim domu najwcześniej, bo na początku 2016 roku. Otrzymałam ją od Mistyffikacji, zupełnie się tego nie spodziewając i będąc w głębokim szoku. Snułam co prawda plany, że w końcu nabędę jakieś produkty tej firmy, ale nie miałam żadnych konkretnych postanowień co do dnia i godziny. Powstrzymywał mnie fakt, że jak już rozpoczynam przygodę z nieznaną mi marką, nie mogę się opamiętać i wydłużam listę, choć w domowych szafkach czai się więcej słodyczy, niż człowiek o zdrowych zmysłach potrafi zjeść. Prezentów jednak się nie oddaje, na dodatek potencjalnie pysznych, bo będących połączeniem ukochanych pistacji i obłędnego marcepana.

Zotter, Pistazien (1) Kontynuuj czytanie “Zotter, Pistazien” »

Ritter Sport, Olympia

Wśród moich ritterowych must try pojawiła się tabliczka Olympia – połączenie jogurtu, miodu, orzechów i traubenzucker, co według translatora oznacza glukozę (podobnie jak dextrose w angielskim opisie), według działu grafiki Google pudrowe cukierki, a według mojej jamy gębowej kryształki miodo-cukru. Początkowo patrzyłam na nią niepewnie, bo to w końcu miód, może lepiej nie kupować, ale ostatecznie uległam. Kiedy słodyczowa znajoma wyjechała na parę miesięcy do Niemiec, poprosiłam ją o sprowadzenie mi paru Ritterów, na liście uwzględniając także nieprzenikniony, złoty skarb z Olimpu.

Ritter Sport, Olympia (1) Kontynuuj czytanie “Ritter Sport, Olympia” »

Zotter, Cognac + Coffee

Ostatnia promocja Zotterów w magnoliowych Kuchniach Świata była przygotowana z myślą o mnie – jestem o tym przekonana. Może tabliczka wzbogacona o śmiercionośne chilli nie przypadła mi do gustu, więc szybko odłożyłam ją na półkę, ale pozostałe dwie? Yummy! No, przynajmniej w teorii yummy, bo w praktyce pierwsza z nich – Plum Brandy – okazała się zaledwie dobra. Nie przyspieszyła pracy mojego serca, nie powaliła mnie na kolana, nie wzbudziła chęci ponowienia zakupu. Jednocześnie jednak nie sprawiła, bym o pozostałych degustacjach zaczęła myśleć jak o karze za grzechy. Próbowaną kolejnego dnia Cognac + Coffee powitałam z wielkim entuzjazmem, tak jak i trzecią, otrzymaną od Mistyffikacji. Wiem, że kolejne trzy posiadane tabliczki – jedną kupioną w Kuchniach Świata, ale bez promocji, oraz dwie otrzymane od Basi – również przyjmę z otwartymi ramionami i szeroko rozdziawioną paszczą*.

* A nawet już przyjęłam, recenzja jak zwykle pozostaje daleko za teraźniejszością.

Zotter, Cognac Coffee (2) Kontynuuj czytanie “Zotter, Cognac + Coffee” »

Lindt, Hello My Name Is Dark Chocolate Cookie

Hello, is it me you’re looking for? – zapytał mnie batonik Lindta, gdy otworzyłam szafkę i podniosłam wieko jednej z puszek. Yes, it is you – zamruczałam, zalotnie puszczając do niego oko. Na to baton wyprostował się, eleganckim krokiem pomaszerował na skraj szafki, wyciągnął rękę i powiedział: Hello, my name is Dark Chocolate Cookie. I’m about to be your next sweet lover. Nie odrzekłam już ani słowa, spuszczając wzrok i rumieniąc się niczym pensjonarka. Co prawda od czasu, gdy przywiozła mi go z Niemiec Mistyffikacja, minęło już parę miesięcy, ale nie mieliśmy czasu bliżej się poznać. Jego klasa, dostojność, urok, sposób wypowiadania się… ach, byłam szczerze oczarowana! Nie mogłam oczywiście wiedzieć, jak ten romans się zakończy, ale przepełniało mnie silne poczucie – objawiające się przyspieszonym oddechem i mrowieniem w palcach – że w najbliższym czasie czeka mnie… czeka nas długa i błoga przyjemność.

Lindt, Hello My Name Is Dark Chocolate Cookie (2) Kontynuuj czytanie “Lindt, Hello My Name Is Dark Chocolate Cookie” »